Udało mi się przemycić natkę w kolejnym przepisie. Po prostu zmiksowałam ją w mojej ukochanej zupie dyniowej. A zupa to kolejna mała improwizacja. Do tej pory rządziłą u nas zupa dyniowa a la Sim i dalej rządzić będzie bo jest najlepsza, ale zrobiłam małą przerwę żeby spróbować jak dynia połączy się z mlekiem kokosowym. Odkąd zrobiło się zimno chodzą za mną właśnie dynia i kokos, a tu się okazjuje, że wcale nie jestem taka oryginalna, bo Mary już taką gotowała zupa z dyni. Ale ja i tak zrobiłam po swojemu.
Zupa dyniowa z mlekiem kokosowym
Dynię miałam już ugotowaną. Czerwone ziemniaki od moich rodziców, pokrojone w kostkę, ugotowałam w wywarze z warzyw, dorzuciłam dynię i mleko kokosowe. W osobnym garnku podsmażyłam 3 cebule i główkę czosnku od babci na oliwie z masłem. Wsypałam 2 Ł curry, trochę za wcześnie bo jeszcze z 10 minut się smażyła z cebulą i czosnkiem. Pomyślałam, że odrobina karmelu doda ciekawego smaku więc wsypałam do cebuli ł brązowego cukru. Kiedy już się pięknie skarmelizowało, dorzuciałam do dyni, wrzuciłam wielką garść natki i 3 ł zielonej, tej prawie łagodnej pasty curry. Podgrzewało się z 10 minut, tyle ile trwało przyssanie małego obudzonego najpiękniejszego we wszechświecie ssaka. Zmiksowałam i voila. Pyszna! Następnym razem dodam więcej mleka kokosowego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz