Zaczyna się mój ulubiony czas plonów. Wiosna jest cudowna z truskawkami, lato słodko cierpkie z porzeczkami, malinami. Ale to późne lato i jesień podbijaja moje serce jabłkami, dynią, morelami...ech!
W pierwszym dniu nowego roku szkolnego przygotowałam więc
Słoneczny i aromatyczny makaron
Ugotowałam ok 50 dag makaronu razowego świderki al dente. 40 dag dyni hokkaido pokroiłam w plastry i upiekłam w piekarniku (ok 15 min w 200 st). Szklankę kremówki pogotowałam 5 min, wrzuciłam zmiksowaną dynię, 3 ząbki posiekanego czosnku, łyżeczkę gałki muszkatołowej, po szczypcie soli i pieprzu i chwilę jeszcze pogotowałam. Wrzuciłam makaron i 2 łyżki posiekanego szczypiorku. Posypałam obficie parmezanem.
Sos dyniowy, aromatyczny i słodziutki pięknie okleił makaron. Parmezan dał miejscami lekko słonawy smaczek. Pychota. Cze nie zasmakował, ale był juz najedzony. Zobaczymy czy zasmakuje jutro:)
A przepis znalazłam w jakiejś bezpłatnej gazetce dla mam Dada którą dostałam w aptece (sic!)
Mama's feeding and cooking
sobota, 1 września 2012
wtorek, 13 marca 2012
Atlas była kobietą
Kochane Kobiety,
Jak tak patrzę na nasze zmagania dochodzę do wniosku, że Atlas była kobietą, a dokładniej matką, bo któż inny tyle by udźwignął. Mam takiego wielkiego garba. Znamy się już jak łyse konie, więc może kiedyś się z Wami moim ciężarem podzielę. Dźwigam go już tyle lat, a nic mu nie ubywa a wprost przeciwnie...
Tak chciałam napisać do dziewczyn z kręgu, ale nie dałam rady. Są paskudztwa którymi jeszcze nie jestem w stanie się podzielić. Boję się reakcji, ewentualnego wykluczenia. S poczuł się dziś gorzej, a mi jakby grunt uciekł spod stóp!
Nigdy w życiu tak się nie bałam jak w tych momentach kiedy głowa S wariuje!
piątek, 17 lutego 2012
Rodzina, ech rodzina
Przy okazji zajęć o mamach dogonił mnie ojciec. I sen mi dziś przypomniał jakie to paskudne uczucie dojrzewać. W tym śnie dominującą i umniejszającą wszystko co ważne dla zaczynającej dojrzewać dziewczynki była mama. Why? Może dlatego, że tak często jest. Matka która jak nikt powinna rozumieć i wpsierać zachowuje się jak rywalka. Moja mama nie. Jest czuła i kochającą. Ma serce na dłoni. Dlatego tak łatwo jest mojemu tacie ją zranić. Nevertheless, sen przypomniał mi jak okropnie się czułam jako dorastająca dziewcyzna. Jaka się czułam niedopasowana do rzeczywistości. Czułam się brzydka i nieatrakcyjna, chociaż mądra, a to nie podobało się chłopcom. A ja tak bardzo potrzebowałam akceptacji ze strony płci przeciwnej (dlaczego jesteśmy w tej kwestii takie ułomne? Przeraża mnie to i boję się, że nie będę potrafiła wychować mojej córki tak, żeby tak się nie czuła. A może będą tylko synowie;) Od taty słyszałam ironiczne "Olaboga, nie wytrzymam! Wszystkie mają, a ja ni mam!" Wychowywali mnie na intelektualistkę i mola i prawie im to wyszło. Sim powiedział "Widzisz i wyrosłaś na ludzi" jak mu opowiedziałam mój sen. Si senor, ale ile kasy poszło na terapię, żeby przestała siebie nienawidzić, obarczać winą za całe zło tego świata i nie przeglądać się w oczach innych.
A sen... Śniło mi się, że jestem z Leną i mamą w ciepłym miejscu. Mama zachowywała się i mówiła jak ojciec. Była autorytarna bardzo. W którymś momencie poczułam ogromny ból i wybuchnęłam płaczem na co ona zareagowała (zaaragowała;)) z irytacją "Ale o co Ci nagle chodzi?" Przez łzy zaczęłam tłumaczyć, że czuję się upośledzona, że jestem taka mądra (sic!) i przez to nie lubią mnie chłopcy. Pokazałam mamie koleżanki z klasy, pindymiryndy z mocnym makijażem i tipsami, które przechadzały się z chłopakami i powiedziałam, że one są szczęśliwe bo są głupie i tylko ładnie wyglądają, a ja nigdy tego nie będę miała. Mama mnie wyśmiała a Lena zaczęła krzyczeć, że to prawda i, że matka nas nie rozumie. Wziełyśmy się za ręce i weszłyśmy do ogromnego centrum handlowego. Jeździłyśmy po schodach, czasem rzuciłyśmy okiem na jakieś buty, ale głownie krążyłyśmy góra dół i poczułam jak ogarnia mnie spokój po tym wzburzeniu. Normalnie otaczające mnie ciuchy wprowadził mnie w dobry nastrój hahahahaha.
A sen... Śniło mi się, że jestem z Leną i mamą w ciepłym miejscu. Mama zachowywała się i mówiła jak ojciec. Była autorytarna bardzo. W którymś momencie poczułam ogromny ból i wybuchnęłam płaczem na co ona zareagowała (zaaragowała;)) z irytacją "Ale o co Ci nagle chodzi?" Przez łzy zaczęłam tłumaczyć, że czuję się upośledzona, że jestem taka mądra (sic!) i przez to nie lubią mnie chłopcy. Pokazałam mamie koleżanki z klasy, pindymiryndy z mocnym makijażem i tipsami, które przechadzały się z chłopakami i powiedziałam, że one są szczęśliwe bo są głupie i tylko ładnie wyglądają, a ja nigdy tego nie będę miała. Mama mnie wyśmiała a Lena zaczęła krzyczeć, że to prawda i, że matka nas nie rozumie. Wziełyśmy się za ręce i weszłyśmy do ogromnego centrum handlowego. Jeździłyśmy po schodach, czasem rzuciłyśmy okiem na jakieś buty, ale głownie krążyłyśmy góra dół i poczułam jak ogarnia mnie spokój po tym wzburzeniu. Normalnie otaczające mnie ciuchy wprowadził mnie w dobry nastrój hahahahaha.
środa, 15 lutego 2012
Pomarańczowy smak
Cze ma już 7 miesięcy i 2 dni. Lecą te dni, lecą. Już przestaliśmy liczyć w tygodniach, niedługo zaczniemy w latach...
Od paru dni Cze ma pomarańczowy smak. Brokuły e tam, jaglanka wyszła bokiem, jabłuszka tylko troszkę bo triumfy święcą kaszka kukurydziana, bataty i dynia. Bataty pięknie je sam a do kaszki i dyni super otwiera buźkę, aż się serce matki raduje. Heh, można się starać, ale i tak wszystko się zawsze sprowadza do (nie) jedzenia.
Znalazłam fajny artykuł o niejadkach. Pamiętam jak się załamywałam Cze (nie) ssaniem. O dziwo teraz jak gardzi zupą czy warzywkami i już coraz rzadzeij (w dzień!!!) ssie to już się tak nie stresuję. W końcu uwierzyłąm Basi, że dziecko się nigdy nie zagłodzi.Tylko czasem spoglądam z lekką zazdrością na brzuszek Julka;) Nevertheless, do poczytania:
http://www.ekomama.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=575%3Aco-nieco-o-niejadkach&catid=30%3Aartykuy&Itemid=18
Od paru dni Cze ma pomarańczowy smak. Brokuły e tam, jaglanka wyszła bokiem, jabłuszka tylko troszkę bo triumfy święcą kaszka kukurydziana, bataty i dynia. Bataty pięknie je sam a do kaszki i dyni super otwiera buźkę, aż się serce matki raduje. Heh, można się starać, ale i tak wszystko się zawsze sprowadza do (nie) jedzenia.
Znalazłam fajny artykuł o niejadkach. Pamiętam jak się załamywałam Cze (nie) ssaniem. O dziwo teraz jak gardzi zupą czy warzywkami i już coraz rzadzeij (w dzień!!!) ssie to już się tak nie stresuję. W końcu uwierzyłąm Basi, że dziecko się nigdy nie zagłodzi.Tylko czasem spoglądam z lekką zazdrością na brzuszek Julka;) Nevertheless, do poczytania:
http://www.ekomama.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=575%3Aco-nieco-o-niejadkach&catid=30%3Aartykuy&Itemid=18
piątek, 3 lutego 2012
A must do
Muszę, ale to absolutnie muszę taki mobil dal Cze zrobić. Niedługo zdjęcie wrzucę.
http://naturalnasprawa.blox.pl/2010/11/Chmury-balony-i-jeze.html
http://naturalnasprawa.blox.pl/2010/11/Chmury-balony-i-jeze.html
No nareszcie! No nareszcie! Czyli udany dzień z życia kur(*)y domowej.
Od wczoraj jestem w mahna mahna mood bo wczorajszy dzień był genialnie udany. Hmmm, no prawie, bo Cze przespał zajęcia GoBaby w Tamice i nie dotarliśmy do Ewy i rozwaliłam bezpieczniki wyciągając spacerówkę z pawlacza i cały dzień nie było światła, ale to wszystko szcegóły, bo dzień był udany dla mnie i Cze, przyniósł dużó radości a w samym środkujeszcze spotkaliśmy się z Simem, więc już w ogóle rewelacja. Durny google wyrzucił mi przed chwilą pisanego mozolnie posta i nie ma już czasu na szczegóły. Napiszę króciutko.
Cze był szczęśliwy, bo jego durna matka odkryła, że jej dziecko po prostu nie lubi się bawić samo i fajowo jest jak momma ćwiczy joge a on się bawi i może się trochę z mommy pośmiać.
Udały nam się wszytskie drzemki i dzięki temu zabawy w ciągu dnia i dłuuuga kąpiel była przyjemnością, po kąpieli udało się zrobić masaż i spokojnie zasnąć przy piersi.
I, ha ha, udały sie nam trzy, tak, trzy posiłki nie piersiowe. I pierwszy raz Cze jadł obiadek wieloskładnikowy. Zasysał brokuły, międlił wyślizgujące się awokado, skrobał ząbkami jabłuszko i miażdzył pieczone bataty. Radości było co je miara! A jak mnie zabił, kiedyt po obiadku zabrałąm go na drzemkę i pan kochany otwiera buziula do piersi a tam zielono od brokułów. Potwornie mnie przestraszył, ale possał i brokuły się ewakuowały do żołądka.
I... ta dam! Fanfary proszę, Cze wyprostował mocno rączki i szykuje jednak do raczkowania. Dziś już powoli zaczął się bujać. Byłam pewna obaw, że moje dziecko przejdzie z pełzania do chodzenia i będzie miało dysgrafię, dysortografię i może jeszcze ogromne kłopoty w nauce;))) Ale ufff, stąd drugie "No nareszcie!" Od tej pory sen z powiek będzie mi spędzał tylko Cze i jego przemożńa potrzeba ssania. Oczywiście dopóki nie znajdę sobie nowego problemu.
Dzień byłby niemalże idealny gdyby nie to, że po zaśnieciu Cze i powrocie Simka, zamiast zrobić coś razem zasiedliśmy każde do swojego komputera. Klops! Obiecuję sobie, że dziś, choćby to bylo tylko oglądanie tv, niech to będzie wspólne, na kanapie, przytuleni oglądanie tv.
Cze był szczęśliwy, bo jego durna matka odkryła, że jej dziecko po prostu nie lubi się bawić samo i fajowo jest jak momma ćwiczy joge a on się bawi i może się trochę z mommy pośmiać.
Udały nam się wszytskie drzemki i dzięki temu zabawy w ciągu dnia i dłuuuga kąpiel była przyjemnością, po kąpieli udało się zrobić masaż i spokojnie zasnąć przy piersi.
I, ha ha, udały sie nam trzy, tak, trzy posiłki nie piersiowe. I pierwszy raz Cze jadł obiadek wieloskładnikowy. Zasysał brokuły, międlił wyślizgujące się awokado, skrobał ząbkami jabłuszko i miażdzył pieczone bataty. Radości było co je miara! A jak mnie zabił, kiedyt po obiadku zabrałąm go na drzemkę i pan kochany otwiera buziula do piersi a tam zielono od brokułów. Potwornie mnie przestraszył, ale possał i brokuły się ewakuowały do żołądka.
I... ta dam! Fanfary proszę, Cze wyprostował mocno rączki i szykuje jednak do raczkowania. Dziś już powoli zaczął się bujać. Byłam pewna obaw, że moje dziecko przejdzie z pełzania do chodzenia i będzie miało dysgrafię, dysortografię i może jeszcze ogromne kłopoty w nauce;))) Ale ufff, stąd drugie "No nareszcie!" Od tej pory sen z powiek będzie mi spędzał tylko Cze i jego przemożńa potrzeba ssania. Oczywiście dopóki nie znajdę sobie nowego problemu.
Dzień byłby niemalże idealny gdyby nie to, że po zaśnieciu Cze i powrocie Simka, zamiast zrobić coś razem zasiedliśmy każde do swojego komputera. Klops! Obiecuję sobie, że dziś, choćby to bylo tylko oglądanie tv, niech to będzie wspólne, na kanapie, przytuleni oglądanie tv.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)