Dzięki spotkaniom kręgowym zaczęłam dużo myśleć nad tym dlaczego czuję tak a nie inaczej i skąd w mojej głowie takie a nie inne myśli i doszłąm do wniosku, że moje frustracje biorą się z tego, że pierwszy raz w zyciu mam tak dynamiczny i nieprzewidywalny projekt;)
Jestem obsesyjną perfekcjonistką, chyba każdy "uleczony" z zaburzeń żywienia tak ma, dlatego pragnę żeby Cze był najszczęśliwszy, najbardziej uśmiechnięty, najlepiej wykarmiony i rozumiecie, nie dopuszczam żadnych kompromisów. A jak się zaczyna awanturować w chuście czy nie chce ssać to durnieję, bo jak to? Przecież dziecko w chuście jest spokojne bo tam mu najlepiej a mamina pierś to jedyne czego dziecko pragnie. Chcę, żeby mu nidgy nie zabrakło ani poczucia bezpieczenstwa, ani miłości, ani pewności siebie a wydaje mi się, że jak ten jeden raz pójdzie na spacer z ojcem w wózku, to już będzie mu czegoś brakowało. Trzeba mi uważać, bo w takim myśleniu można się strasznie zapętlić i, ech, dziecko skrzywdzić.
A Cze jest póki co moim jedynym projektem i jestem już tego pewna, potrzebuję przestrzeni poza nim, żeby zachować zdrowie psychiczne. Tak bardzo jak go kocham.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz